 |
| |
 |
> Hobbyści
> Józek
> Małgosia
> Niechchcenie
> Nie podoba mi
> Świnka
> W Niebie
|
|
|
> Jolka krótka
> Kurka Jurka
> Moje męki
> Podstępny lekarz
> Reporter
> U lekarza
> Zakochani |
|
|
|
|
|
|
| |
|
> Hobbyści
(Jest półmrok. Widać osobę stojącą, słychać brzęk kluczy. Zapala się światło, stoi gość w ciemnych okularach, czarny strój, czarny worek w ręku)
Hobbysta1 - A co tak jasno? Poproszę więcej ciemnego! Dobra? Proszę, no...
Hobbysta2 - Nic z tego. Jest wieczór.
Hobbysta1 - Jest. Rzeczywiście.
(wchodzi na scenę gość w czarnej pelerynie)
Hobbysta2 - Kim jesteś?
Hobbysta1 - Ja?
Hobbysta2 - Tak.
Hobbysta1 - Kim jestem...?
Hobbysta2 - Yhm.
Hobbysta1 - Ja jestem... ja hobbystą ja jestem. A pan ty?
Hobbysta2 - Ja?... Tajemniczym przybyszem.
Hobbysta1 - Ach! Tajemniczy przybysz! Guzik mi to mówi, nie?
Hobbysta2 - No.
Hobbysta1 - A ja tak sobie chodzę. Hobbystą jestem - klucze zbieram i zamki sprawdzam.
Hobbysta2 - Ja też jestem hobbystą.
Hobbysta1 - A co zbierasz, dzieła sztuki...?
Hobbysta2 - W pewnym sensie. Ptaszki zbieram.
Hobbysta1 - Ptaszki?... A z kosztowności nic?
Hobbysta2 - Trochę interesuję się jubilerstwem. (zrzuca pelerynę, pod spodem mundur i kajdanki) Takie tam obrączki.
Hobbysta1 - Cholera! Jesteś policjantem!
Hobbysta2 - Cholera! Jesteś jasnowidzem.
Hobbysta1 - Nie, hobbystą...
Hobbysta2 - Dobra. Załóż pan jedne i idziemy. Pokażę panu moją kolekcję.
Hobbysta1 - Świetnie. Lubię spacery.
Jerzy Jankiewicz, Sasza
^ do góry |
|
> Józek
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dib dib
Zielono było gdy Józek się rodził
Niedługo potem zaczął
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dib dib
chodzić
Poszedł więc do przedszkola
A potem upadł na główkę
I stukniętym tak się stał
Ałał
Stu stu stu
Stuknięty Józek
To to to
Totalny głąb
Nie nie
Nie kuma ni w ząb
Przeszedł czas na szkolne oceny
Ojciec wjeżdżał mu na am-
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dib dib
-bicję
Ambicję rozjeździł w cholerę
A Józek nadal był zerem
I głupszy niż w zeszłą niedzielę
Stu stu stu... Rodzice uznali, że formą pomocy
Będzie wystrzelić go w Kosmos w no-
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dibi dibi dibi
Dib dib
- cy
I świeci Józek głupotą z orbity
A morał piosenki jest taki :
Uważajcie na głowy przedszkolaki
znany
^ do góry |
|
> Małgosia
Uśmiech ma i nosek ma
i dobre ma obycie,
bardzo lubię Małgosię
kwiatem umilę jej życie.
Zerwę kwiat,
zerwę kwiat,
zerwę kwiat,
zaniosę jej.
A niech ma,
a niech ma,
a niech ma.
Ładny łąkowy kwiat.
Małgosia (a a), to jest miła dziewczyna (a a),
rzęsami trzepocze, jak motylek w locie
skrzydełkiem i śpiewa piosenki,
jak słowik
( aaaaaaaaaaaaaaa)
Pójdę do Małgosi,
kwiata jej zaniosę.
Zabiorę ją na ryby
do kina, na grzyby,
na lody, cukierków jej kupię
kilo lub dwa
i ładny pierścionek jej kupię,
niech ma.
zwk
^ do góry |
|
> Niechchcenie
Czasami są takie dni w życiu
Że gdy ogarnia mnie niechcenie
To dziw mnie bierze, że w takie dni
W ogóle chce mi się żyć
Nie mogę ruszyć ręką ni nogą
I głową nie mogę ruszyć też
Karmić mnie musi moja żona
Łóżko ścieli mi teść
Leżę tak bardzo bardzo długo
Na mojej starej kozetce
Powoli mowę mi odbiera
Niechcenie wielkie jak cholera
Ale czasami zbieram się w sobie
I myślę : "Chociaż raz w roku umyję buzię"
I pewnie zrobił bym to
Gdyby rok trwał choć ze dwa dni dłużej.
zwk
^ do góry |
|
> Nie podoba mi
Żal do natury mam taki
że ludzie nie mają skrzydeł
jak ptaki
że natura dała plamę
i nie ma teraz radości
z machania skrzydłami
A przecież czasem pomachałby
sobie człowiek
z nudów
albo dla przyjemności
Narobiłby trochę łopotu piórami
i rozprostowałby kości
Mógłby też czasem polatać wysoko
choć rzecz to uboczna jest
i zbędna
ale pomachać sobie
tuż przy gruncie
ciekawe to może być
i bezpieczne
Dlatego żal mam do natury
i ściska się moje serce
że zwykły ptak może mieć dwa skrzydła
a człowiek tylko dwie ręce
(i w dodatku lewe, żeby jeszcze cztery a tu dwie, to zupełnie bez sensu )
zwk
^ do góry |
|
> Świnka
Pewnej małej śwince zamarzyło się fruwanie
Pomyślała : będę fruwać, choćby i na ryjku stanę.
Trenowała przez całe dzionki letnie i zimowe
Lecz pomimo całego wysiłku, postępy były znikome
Nadymała się jak balon wysadzając oczy
Skutkiem czego była czerwona, jak pomidorowy soczek
Machała kopytkami, padała na ryło
Ale powietrze cały czas za rzadkie było
I kiedy zrezygnowana próżnymi trudami
Leżała w chlewiku do góry nóżkami
Nagle w świńskiej głowie zaświtała myśl
A może by z wieżowca skoczyć kwi kwi
Wejdę na wieżowiec, nie będę kaleką
Skoczę i polecę, być może daleko...
Weszła, na gzymsie stanęła odważnie, skoczyła
Leciała pięć sekund, może sześć, to była chwila
Grunt był twardy, a właściwie beton
Nie wybrała do nauki najwłaściwszej z metod
Morał jawi się prosto i jasno
Wszyscy co usłyszą, na pewno przyklasną
Nie próbuj latać, nigdy nie rób tego
Jeśli nie było ci dane popatrzeć na niebo.
^ do góry |
|
> W Niebie
Anioł - Proszę otworzyć, święty Pietrze. To pukam ja- anijoł 3 stopnia.
s.Piotr - Z podróży?
Anioł- Służba nie drużba, wysługują się tymi anijołami. Do diabła!
s.Piotr- Przyzywam anijoła do porządku.
Anioł - Przepraszam, to wszystko przez anijoła Gabryjela. To on mi dał tę robotę.
s.Piotr - A co tam u Gabryjela?
Anioł - Nic szczególnego, tylko mu skrzydła wylinijały.
s.Piotr - To już starość...
Anioł -No. To cud że się nie psujecie ze starości.
s.Piotr - Anijele! Natychmiast przeproście i powiedzcie, że żałujecie.
Anioł - Niech będzie. Przepraszam i żałuję... że się psujecie ze starości.
s.Piotr - Zachowujesz się paskudnie. Do tego ten strój. Czarny nie jest najmodniejszy w niebie.
Anioł- A bo pod spodem jestem sponiewierany.
s.Piotr - Do wszystkich diabłów! Jak ty wyglądasz?! Jak ty wyglądasz?
Anioł - (niewinnie) A co?
s.Piotr - Wyglądasz jakbyś stoczył walkę z gwardią szatana! Powtórzę jeszcze raz: Jak ty wyglądasz?!
Anioł - (rozbrajająco) No tak!... To przez Gabryjela. Poleciałem po duszę na ziemię, ale się okazało, że facet jeszcze żyje. To poszedłem do baru.
s.Piotr - O matko!
Anioł - No co? Miałem go dobić?!
s.Piotr - Anijoł w knajpie!!! Może jeszcze piłeś?!
Anioł - No, a nie?... Usiadłem z takim gościem, że nie dało rady.
s.Piotr - I co było dalej?
Anioł - Siedzimy sobie, rozmawiamy, patrzymy na kelnerkę...Normalnie, jak samotni faceci.
s.Piotr - Anijoł, złożę formalny wniosek o odebranie wam skrzydeł!
Anioł - A zabieraj sobie! Są do niczego, a w czasie bójki przeszkadzają.
s.Piotr - TY SIĘ BIŁEŚ???
Anioł - Musiałem. Naprawdę musiałem. Obraził mnie, to mu dałem w pysk. On zawołał kolegów i się zaczęło. Mieli przewagę liczebną, ale się bohatersko odgryzałem no i stąd mój wygląd.
s.Piotr - Precz! Precz z nieba! NA ZIEMIĘ!
Anioł- Do baru?
s.Piotr - A niechby i do baru!
Anioł - To się dobrze składa, bo należy mi się mały rewanż. Ale jakby co, to sam mi kazałeś, Misiu.
Jerzy Jankiewicz
^ do góry
|
|
> Jolka krótka
(mija się kobieta z mężczyzną, zatrzymują się, odwracają w swoim kierunku, rozpoznają, podchodzą do siebie)
On - Jolka??!
Ona - Tak, to ja, a co?
On - Ta sama: brzydka, piegowata, z krzywymi nogami, z ostatniej ławki?
Ona - Tak, ta sama.
On - Nic się nie zmieniłaś.
^ do góry |
|
> Kurka Jurka
Jestem Kurka Jurka
Często bujam w chmurkach
Niezła ze mnie rurka
Występuję w Jurkach
La la la la la la
La la la la la la
La la la la la la
La la la la la
Jurek to jest gryzipiórek
Całkiem niezły z niego nurek
Ma swój mały własny chórek
Trudno mu się wzbić do chmurek
L a la la la la la
La la la la la la
La la la la la la
La la la la la
Jaki Jurek, taki chórek
Czasem pływak, czasem nurek
Lecz gdy włoży garniturek
To szarżuje każdy murek
La la la la la la la la
La la la la la la la la
La la la la la la la la
La la la la la la la la
Sł: Aga Litwin
Muz: Sławek Kwiatkowski
^ do góry |
|
> Moje męki
Nie jest wcale mi wesoło
Dużo ludzi wkoło
Ktoś się śmieje a ktoś nie
Pani ziewa a pan je
Ktoś się nudzi, ktoś się budzi
Takie zachowania ludzi
Ref. A mnie tremy dreszcz przenika
I muzyka
Ta muzyka
Też przenika mnie
Nie nie zniosę tej solówki
Mam szczękościsk i potówki
Chciałem gwiazdą być przez chwilę
To wypchali mnie na siłę
Teraz wyję
I się wiję
Ref. Jak mnie tremy dreszcz przenika
I muzyka
Ta muzyka
Przenika mnie też
Hej koledzy chodźcie do mnie
Chociaż stańcie tu koło mnie (wchodzą)
Błagam nie chcę już popisów
Obiecuję żadnych bisów
Ref. (wszyscy śpiewają)
Jak nas tremy dreszcz przenika
I muzyka
Ta muzyka
Nas przenika
Nas przenika też.
marylka
^ do góry |
|
> Podstępny lekarz
(na scenie stoi lekarz ,przegląda jakieś papiery)
Pacjent: - (wchodzi) Puk, Puk!
Lekarz: - Proszę.
Pacjent: - Dzień dobry panie doktorze.
Lekarz: - Dzień dobry słucham.
Pacjent: - Bardzo źle się czuję.
Lekarz: - Taaak, nie wygląda pan dobrze. Co panu dolega?
Pacjent: - Mam temperaturę, pocą mi się dłonie i serce wali mi.
Lekarz: - Proszę tu podejść zbadam (bada) .
Pacjent: - No i jak panie doktorze?
Lekarz: - Muszę powiedzieć, że jest nie najlepiej.
Pacjent: - Jak bardzo nie najlepiej?
Lekarz: - Będę z panem szczery. Jest pan bardzo nienajlepiej.
Pacjent: - Rak?
Lekarz: - Wszystko wskazuje na to, że gorzej - to miłość proszę pana. Inaczej mówiąc, jest pan ciężko zakochany.
Pacjent: - Zakochany? Ale w kim?
Lekarz: - Badania wskazują na to, że w Mariannie Palec.
Pacjent: - Ale ja jej nie znam.
Lekarz: - To normalne. Ta choroba atakuje znienacka, nigdy nie wiadomo, kto będzie ofiarą. Ale jest na to rada - musi się pan ożenić z Marianną Palec.
Pacjent: - Ożenić. A jak?
Lekarz: - Jestem przygotowany na takie ciężkie przypadki. Zaraz to załatwimy (wyciąga jakieś papiery) . Proszę oto akt ślubu podpisany przez Mariannę Palec. Proszę tu podpisać. Dobrze. I jeszcze testament.
Pacjent: - A po co testament?
Lekarz: - Takie są wymogi terapii. (P. podpisuje) Bardzo dobrze. Gratuluję. Jest pan już żonaty. Jestem przekonany, że już niedługo będzie pan się musiał męczył.
Pacjent: - Bardzo dziękuję. Muszę tylko powiedzieć, że to jest dla mnie takie trochę dziwne.
Lekarz: - Co jest dla pana takie trochę dziwne?
Pacjent: - No bo ożeniłem się, a nawet nie widziałem swojej żony. Nawet nie wiem, czy ładna.
Lekarz: - Och, śmiało mogę stwierdzić, że jej uroda jest zabójcza.
Pacjent: - Czy pan zna ją?
Lekarz: - Tak, znam ją.
Pacjent: - Nie wie pan, gdzie mógłbym ją spotkać, bo chciałbym ją spotkać.
Lekarz: - Wiem. (krzyczy w stronę kurtyny) Marianko! Twój mąż chce cię zobaczyć! (wchodzi dziewczyna z woalką na twarzy, staje przed pacjentem i na chwilę odsłania twarz, pacjent schodzi śmiertelnie z wrażenia, dziewczyna opuszcza woalkę. Lekarz podchodzi do leżącego, bada puls)
Lekarz - Świetnie, nie żyje. Jeszcze jakieś dwa, trzy tygodnie i będzie nas stać na
operację plastyczną, moje ty córuś.
Jerzy Jankiewicz
^ do góry |
|
> Reporter
Reporter - Dzień dobry państwu. Tu mówi wasz ulubiony reporter -"Szalony mikrofon" z programu ulicznego "Ścigaj przechodnia". Jestem na środku ulicy, o czym świadczy ta biała przerywana linia. (wyciąga zza pazuchy linię i kładzie na scenie) Wyjaśnienie to było skierowane do mniej inteligentnej części słuchaczy. Dla państwa przeprowadzę sondę na temat : "Czy reporterzy są natrętni". O! Właśnie ktoś nadchodzi.
Reporter - Co pan sądzi na temat reporterów? (facet chce przejść dalej, reporternie chce go przepuścić)
Facet - Ja nie mam czasu. Spieszę się.
Reporter - Ale to tylko jedno pytanie. Czy reporterzy są natrętni?
Facet - Tam umiera moja teściowa!
Reporter - To ja pójdę z panem, może ona się wypowie.
Facet - Nie, bo jeszcze zapeszysz (ucieka, wchodzi kobieta)
Reporter - Może jedno pytanie dla reportera kobieto jak sądzę cha cha!
Kobieta - Odczep się reporter jak sądzę cha cha!
(kobieta zbiega, ,przez scenę przechodzą inni)
Reporter - To może pan?! ( ten nie odpowiada)
Reporter - To może pan?! (schodzi, też nie odpowiada)
Reporter - O, właśnie spotkałem inteligentnego rozmówcę. (ktoś się zatrzymał) Czy prasa
jest natrętna?
Ktoś - Ależ skąd? To mili ludzie. I nie mają jeszcze basenów.
Reporter - Co pan sądzi o naszej telewizji?
Ktoś - Cudowna!!! Od dwudziestu lat te same twarze.
Reporter - A o mnie?
Ktoś - Jesteś zerem.
Reporter - Rozumiem. Nie rozumiem. Tak???...
Ktoś - Zamknij ten, tą twarz.
Reporter - Kim pan jest, że mnie pan źle oceniasz? Czy ma pan...
Ktoś - Jestem twoim szefem i wylecisz z roboty jeśli nadal będziesz robił takie shit.
Reporter - Ale ja..., jakim prawem?
Ktoś - Już jesteś bezrobotnym. Mam basen na działce do wykopania, łapiesz się?
Reporter - Od dzisiaj natrętna prasa schodzi do podziemia.
Ktoś - Od dzisiaj natrętna prasa pracuje szpadlem.
zwk
^ do góry |
|
> U lekarza
Dziadek: - Dzień dobry.
Lekarz: - Dzień dobry. Jaka cholera pana przyniosła?
Dziadek: - Chory jestem. Boli mnie. Pomóż pan, bo umrę.
Lekarz: - Bez przesady, skoro ście się aż tu dowlekli, to nie możecie
być tak chory.
Dziadek: - Wnuczka poleciła mi ten gabinet. Sąsiadka się tu leczyła.
Lekarz: - Wyzdrowiała?
Dziadek: - Zmarła szybko. Szkoda, bo dobra była kobieta, chociaż ruda.
Lekarz: - Musiała być chora. Tacy zawsze umierają. A wy ile macie lat?
Dziadek: - Na wiosnę będzie 73.
Lekarz: - I dziwicie się, że was boli?
Dziadek: - Dziwię się!
Lekarz: - Staruszku, Czas umierać!
Dziadek: - Ja nie chcę, mam wysoką emeryturę.
Lekarz: - To wstyd. Żyć dla pieniędzy!
Dziadek: - Ale niedawno poznałem atrakcyjną emerytkę. Mieszka w klatce
obok. Ładna jest i jeszcze żywa.
Lekarz: - Człowieku, na starość czas umierać. Nie upierajcie się przy
tym swoim życiu.
Dziadek: (upierdliwie) - Nie, nie. Proszę mnie leczyć.
Lekarz: - Coś się uparł? Czy ja się znam na leczeniu? Nie!
Dziadek: - Coś takiego?! To skandal! Ty łobuzie w białym kitlu! Jak to się nie znasz na leczeniu!?
Lekarz: - Jak szybko umrzesz, to nikt się nie dowie. Umieraj, bo w zęby!
Dziadek: - Bij! Bij! Nie szkoda mi! Sztuczne!
Doktor: - Co za kłótnia? Panie Heniu, proszę oddać mój fartuch i do kotłowni!
Lekarz: (wychodzi)
Doktor: - Panie Heniu szufla... ( pan Heniu wraca i podają sobie dłonie)
Doktor: - Co wam dolega?
Dziadek: - Chory jestem.
Doktor: - Ej, zdrowo wyglądacie. Ile macie lat?
Dziadek: - No, 73.
Doktor: - To wam się pewnie przed śmiercią poprawiło.
Dziadek: - Ja chcę żyć!
Doktor: - Każdy chce, ale nie każdy może. No, umierać, umierać!
Dziadek: - Jeszcze nie! Wnuczką się opiekuję. Wnuczka jutro kończy dopiero 16 lat.
Doktor: - No widzicie! Zrobicie wnuczce prezent na urodziny. Umierać, bo
zastrzykiem ukłuję.
Dziadek: (z determinacją) - Nie! Nie chcę! (tu następuje drastyczna scena walki z użyciem zastrzyku)
Doktor: - Zaraz... Poczekaj, a kto zapłaci?... Po ptokach. Tacy bardzo
chorzy zawsze się wywiną od płacenia. Nigdy nie ufaj choremu!
Jerzy Jankiewicz
^ do góry |
|
> Zakochani
On - Gdzie ona jest? Gdzie ta moja podróba kobiety? Czekam jeszcze 5 minut. Potem będę miał dobry dzień. Bez niej.
On - Dzień dobry.
On - O jesteś. Dobry to on był do tej pory! Spóźniłaś się! Ty nie masz
zegarka?
Ona - Mam, ale kukułka zdechła i nie wiem która godzina. Nie gniewaj
się już i powiedz, że mnie kochasz.
On - Muszę?
Ona - Powiedz , kochasz mnie?
On - (spuszczając głowę)- ymubdeff...
Ona - Popatrz na mnie!
On - Muszę na ciebie patrzeć?
Ona- Musisz, bo mnie kochasz.
On - Skąd ty masz tę pewność? Skąd ty czerpiesz tę pewność? Dlaczego nie mogę popatrzeć na coś ładnego?
Ona - Przestań. Bo nie wyjdę za ciebie.
On - O czym ty mówisz?
Ona - O ślubie. O gromadce dzieci. Weźmiemy ślub, nie?!!!
On - No, jeśli ślub nie ze mną, to na dzieci się godzę. Dobra?
Ona - Przestań! Bo... bo zerwę zaręczyny!
On - To ja jestem z tobą zaręczony?
Ona - Tak.
On - Kiedy? Czy ja ślepy byłem?
Ona - Nie, pijany.
On - Taaa... Alkohol potrafi zmienić rzeczywistość w znacznym stopu. Ale to nic nie tłumaczy! Bo ty nie jesteś rzeczywistość, ty jesteś koszmar!
Ona - Jesteś okropny, wiesz! Nie będę cię kochać, wiesz! Odchodzę na zawsze!
(wychodzi)
On - Na zawsze???!
Ona - (zza kulisy) Tak!!!
On - To ja Jurek pójdę na pielgrzymkę do Częstochowy!
Jerzy Jankiewicz
^ do góry |
|
|