Rozmiar: 25916 bajtów

 

> Film

> Jesień

> Pocałuj mnie w dupę

> Rola kobiety w kabarecie

> Uśmiechnij się

   
   

> Japoński styl zarządzania

> Pociąg

> Skarga Kacperka

> Cichy finał

> Matrimonium

 

 


> Film

Na scenę wchodzi reżyser (czapeczka, tuba) i trójka aktorów.

Reżyser - Dobra. Pierwszą scenę nakręcimy tutaj. Proszę bardzo tu stajemy wszyscy (do pianisty ) Pan kogo gra?

Pianista - Ja yyy....?

Reżyser - Dobra rozumiem pan siada tutaj, pan tutaj będzie grał (pokazuje miejsce przy fortepianie). Zostaje nam pan i pani. Pan zagra mężczyznę - Adama, a pani zagra kobietę - Annę. Chociaż ...nie dobra. Szkoda czasu. Adam, Anna. Znają państwo tekst?

Oni - Tak.

Reżyser - Doskonale. Dobra . (do pianisty) Pan tutaj gra jakiś klimat a la Casablanka, (do aktorów) a państwo tańczą i następuje kulminacyjny moment wyznania uczucia. Rozumiemy się?

Oni - Tak.

Reżyser - Tak. Dobra. Jedziemy. Uwaga: akcja!

Pianista zaczyna grać jakiś rzewny kawałek, oni tańczą, podchodzą do mikrofonów

On - Słyszysz tę muzykę?

Ona - Słyszę. Zdaje się jakby to słowiki trelały.

On - Przy tobie czuję jakby trelały w moim sercu.

Ona - Czy chcesz mi powiedzieć to...

On - Tak! Anno ja ciebie...

Reżyser - Stop!! Stop! Co to jest?! Co to jest!? To jest uczucie? Przecież pan się zachowuje jakby pan robił zakupy w sklepie żelaznym. Człowieku to jest kobieta a nie śruba. Widział pan Titanica? Widział pan Leonardo w akcji? On jak mówił, to on tu miał wszystko (pokazuje skąd wydobywają się emocje Leonarda di Caprio gdzie) Tu! On drgał organoleptycznie. Niech pan drga, i pani też. Tu ma być takie uczucie żeby się wszystko trzęsło dookoła. Dobra, szkoda czasu. Jedziemy. (do pianisty) Robimy klimat. (pianista gra) Więcej klimatu, dobra. Gramy! Uwaga: akcja!!

To samo, tylko po podejściu do mikrofonów zaczynają drgać.

On - Słyszysz tę muzykę?

Ona - Słyszę. Zdaje się jakby to słowiki treliły .

On - Przy tobie czuję jakby ...

Reżyser - Stop. Jakie treliły, jakie treliły? W tekście jest tre-la-ły. Przecież pani mi kontekst całej sceny zmienia. Pani tym treliły wprowadza element grozy, proszę pani. Widziała pani Ptaki Hiczkoka?

Ona - Tak.

Reżyser - No to właśnie tam ptaki treliły. A tak nie ma być. To jest film o miłości, i tu ptaki mają trelać. Rozumie pani?

Ona - Tak.

Reżyser - Dobra, gramy jeszcze raz. Szkoda czasu. Uwaga: na miejsca, akcja!

Pianista zaczyna grać, oni tańczą, podchodzą do mikrofonów zaczynają się trząść

On - Słyszysz tę muzykę?

Ona - Słyszę. Zdaje się jakby to słowiki trelały.

On - Przy tobie czuję jakby trelały w moim sercu.

Ona - Czy chcesz mi...

Reżyser - Nie. Nie!, nie, nie. (zakrywa twarz rękami) Słuchajcie, to ma być kultowa scena, a wy mi się trzęsiecie jak ozorki w galarecie. Bez emocji, jak misie żelusie...!!!! (wpada w szał) Dobrze. Spokojnie. Proszę bardzo, zrobimy to inaczej. Proszę, niech pani z panem się odwrócą. Tak. Pani z panem i takim lekkiem, zwiewnym krokiem pójdą tym korytarzem przed siebie nie oglądając się .(idą ) Taak.

Oni - Dobrze?

R - Bardzo dobrze! Taak!

Ona - A ja?

R - A pani też.

On - Do samego końca?!

R - Taaak! Do samiuteńkiego końca!

Ona - Jesteśmy w kadrze?

R - Tak. Zdecydowanie. Jesteście w kadrze najgorszych aktorów!!!

On - A skąd będziemy wiedzieć, kiedy nas już nie widać?

R - Zadzwonię do państwa.

 

zwk


> Jesień

Kiedy nadchodzi jesień

Nie cieszę się wtedy wcale

Dopada mnie wtedy naraz

Smutek, depresja i katar

Jesienią lico mam blade

Nic mi się nie układa

 

A serce? Tu ciągle pada

Nie cieszą oczu kasztany

Ni urok liści złotawych

A grzyby? Choć takie smaczne

Nie cieszą.

Jeszcze raz zacznę

 

Kiedy przychodzi wrzesień

Ja wcale się nie cieszę

A o jesiennych wieczorach

 

Nie wspomnę

Bo będę chora

 

Radością tryskają za to

Botki jesienne i palto

A już najlepszy fason

Trzyma mój stary parasol

La la la la la la la la

La la la la la la la la

 

 

muz: Dominik Rajchel

sł: Agnieszka Litwin

 

^ do góry


> Pocałuj mnie w dupę

Narrator - Kabaret Jurki przedstawia skecz zdecydowanie agresywny "Pocałuj mnie w dupę"

Żeby było wiadomo skąd wzięła się taka agresja to zróbmy tak: pan Wojtek od rana ma ból brzucha, nie zdążył na autobus, kiedy szedł piechotą do domu to skręcił nogę, zdrową nogą wdepnął w gówno. Niech będzie, że już dotarł do domu, a tam tylko nie ma wody i prądu.

I teraz niech ktoś próbuje coś załatwić u Wojtka.

Gość - Dzień dobry, czy nie potrzebuje pan czasem wspaniałych żaluzji do okien?

Wojtek - (agresywnie) Potrzebuję!!!

Gość - Mamy cały zestaw: wąskie, szerokie, białe, srebrne.

Wojtek - (za szmaty) Po ile te żaluzje?!!!

Gość - Po 40 zł.

Wojtek - (wciska pieniądze) Masz, masz, masz,masz!!!! Dawaj żaluzje!!!

Gość - (podając żaluzje) Mamy jeszcze wspaniały zestaw noży kuchennych.

Wojtek - Po ile?!!!!

Gość - 50 zł.

Wojtek - Daaawaj!!!!

Gość - (dając) A dezodorant?

Wojtek - Co, śmierdzi ode mnie?!!!

Gość - Tak, ale niech pan spróbuje naszego wyrobu.

Wojtek - Pokaż!!! (spryskuje się dezodorantem ) I co?!!!

Gość - Dalej śmierdzi. Proponuję mydło do dezodorantu.

Wojtek - Biorę!!! Co tam masz jeszcze?!!!

Gość - To wszystko. Należy się 70 zł.

Wojtek - Masz stówę i wypad!!!

Gość - A nie chce pan reszty?

Wojtek - .A po ile ta reszta?!

Gość - Gratis.

Wojtek - To nie. Pewnie jakieś gówno!!!

Gość - Więc do widzenia.

Wojtek - Żadne tam do widzenia. Spieprzaj!!!!

Gość - (śpiewa) Spieprzam, spieprzam w podskokach, la la , spieprzam.

Narrator - Jak widać, ciężko się dziś dogadać z Wojtkiem. A propos, mama do sprzedania tanio telewizor.

Wojtek - Pocałuj mnie w dupę!!!

Narrator - Mówiłem.

 

W. Sikor


> Rola kobiety w kabarecie

Korzystając z okazji, że dzisiaj jestem kobietą, powiem kilka słów na temat roli kobiety w kabarecie. Kobieta w kabarecie odgrywa role żeńskie. Oprócz typowych ról żeńskich, takich jak: kobieta-kaszalot, kobieta-pindzior, kobieta-wsiór, istnieją jeszcze tak trywialne role, jak: Julia, Ofelia, Antygona, Desdemona, Kasandra.Tu aż chciałoby się che che zażartować - Kasandra chodzi bez skafandra, prawda. Ale to jest przecież poważny wykład. A jak mawia przysłowie: Kobieta ma w sobie tyle powagi, ile wagi. Dlatego ja nie mogę sobie pozwolić na tego typu żarty.

Nie oszukujmy się. Każdą rolę, o której mówiłam, może zagrać facet. Przecież wystarczy tylko założyć sztuczne włosy - zwane peruką, - ubrać spódnicę, wypchać klatkę piersiową na kształt pośladków i grać!!!!! Już na samym wejściu taki facet jest śmieszniejszy od kobiety. No cóż.niestety. ale rola nie kończy się tylko na wejściu. I taki facet dalej gra już jak polska reprezentacja narodowa. Dlatego uważam, że kobieta w kabarecie jest niezastąpiona.

Ja już nie wspomnę o tych kulisach, czy jak mawiają w sejmie - kuluarach. Kiedy trzeba coś zeszyć, wyprasować, fryzurę koledze ułożyć, powiedzieć coś głupiego. nie wysilając się zbytnio. Kiedy jest kobieta to i kultura jest większa, porządek większy, zapach świeższy.

I teraz jakby tu sprytnie od zapachu przejść do piękna? O! Wiecie, kupiłam sobie kilka dni temu wspaniałe perfumy. No tak pięknie pachną, że od razu zauważyłam, jakby większy ruch wokół mojej osoby, tzn. powodzenie mam większe. Naprawdę, pięknie pachną, pięknie. A o czym to ja chciałam mówić? Aaaa o pięknie właśnie. To się fajnie złożyło.

Kochani, piękno jest łącznikiem pomiędzy kobietą a kabaretem. No bo i to i to jest sztuką, i to i to, jak jest sztuką, to jest piękne. No co się będę wypierać. Wszyscy przecież wiemy, że nie ma brzydkich kobiet, a na wino to przecież każdego stać.

Tak, że ta rola kobiety w kabarecie, to nie takie tam tylko zapchajdziura jakaś, czy co. Bo kto, jeśli nie kobieta, tak zgrabnie i uroczo zmieni klimat programu jakąś rzewną, nastrojową piosenką. Oczywiście z troski o was, bo śmiech w nadmiarze może nawet udusić. Kto więc, jeśli nie uroczo śpiewająca kobieta, da Wam chwilę na refleksję, na oddech, no.w przypadku jakiejś dłuższej piosenki - na siku?

Reasumując temat roli kobiety w kabarecie - jest potrzebna.

 

autor: Agnieszka Litwin

^ do góry


> Uśmiechnij się

Uśmiechnij się

Czemu grymas zły

Wykrzywia twoją twarz

Uśmiechnij się

Wiem, że pod tą złością

Piękny uśmiech masz

Więc go nie ukrywaj

Niech rozjaśni cały świat

 

A wtedy świat zaśpiewa (motyw z "Żywotu Brayan'a")

 

Uśmiechnij się

I spojrzeniem jasnym

Proszę obdarz mnie

Uśmiechnij się

Długo się nie umiesz złościć

Ja to dobrze wiem

Bo ty widzisz strony życia jasne

I kosztujesz jego smak

 

Więc uśmiechnij się

No, uśmiechnij się

No właśnie, o tak.

 

sł. Znany W.Kamiński

muz. Dominik Rajchel

^ do góry


> Japoński styl zarządzania

Dyrektor- Pani Halino!

(wchodzi pani Halina)

Halina- Tak panie dyrektorze.

Dyrektor- Dawać mi tu wszystkich biurowych (wchodzą wszyscy) Moi drodzy. Dostałem dzisiaj list z ministerstwa.

Wszyscy- O! oo, oo.

Dyrektor- I minister pisze, że co prawda uzyskaliśmy w ostatnim półroczu niezłe wyniki ale styl zarządzania naszą firmą jest nieadekwatny.

Wszyscy- (wciągając powietrze ) Szszszszsz...

Dyrektor- I dalej minister pisze, że albo my zmienimy styl, albo on zmieni nas.

Wszyscy- (wciągając powietrze ) Szszszszsz...

Dyrektor- A ja ze swej strony dodam, że albo my zmienimy styl, albo ja zmienię was.

Wszyscy- (wciągając powietrze ) Szszszszsz...

Dyrektor- Pytanie brzmi: CO ROBIMY? Uwaga: burza mózgów!!!

Halina- To może ja kawy zrobię?

Dyrektor- Pani Halino to jest burza mózgów, im więcej mózgów tym większa burza!

Halina- Ale tak bez kawy?

Dyrektor- Bez. Uwaga...

Halina- Nawet małej, czarnej? (dyr. spogląda na nią) ...po turecku? Ja nie potrafię bez kawy.

Dyrektor- Dość! Pani Halinko, żadnej kawy! Myślimy. No. Burza, burza! Myślimy!

(wszyscy wykonują nerwowe ruchy, co ma pokazać, że intensywnie myślą)

Dyrektor- No co tam?....No? (patrząc na pracowników)

Halina - Ja myślę ... .myślę...myślę...cały czas myślę .

Dyr.- (do drugiego) A pan? Jest pan szefem związków zawodowych, zna się pan na konkretnych działaniach.

Drugi- Tak.

Dyr.- Co "tak"?

Drugi- Znam się.

Dyr.- Ale propozycja, pańska propozycja.

Drugi- Proponuję żeby w ramach protestu podjąć głodówkę. Albo nie...zadziałajmy radykalnie: popełnijmy zbiorowe samobójstwo... przez głodówkę.

Halina - (wyraźnie podniecona) Tak! To świetny pomysł, mamy przecież koce związkowe, ja zapewnię opiekę medyczną, może nawet ktoś przeżyje. Ha ha ha.

Dyrektor- Słuchajcie. Albo zaraz coś wymyślicie, albo ja was z roboty wyrzucę i wtedy będziecie umierać z głodu.

Halina - (mniej podniecona) To może lepiej coś innego...

Drugi- To może by coś zmienić?

Dyrektor- Ale co?

Drugi - No tak żeby było adekwatnie...

Halina - To może ten styl...

Dyrektor- Świetnie! Zmienić styl zarządzania. Ale na jaki? Jaki może być najlepszy styl zarządzania?

Drugi- Jakiś dobry. Może japoński?...

Halina - Taaak! (znowu szczebioce) Japoński... Faktycznie. Mam japoński telewizor, siódmy rok chodzi jak brzytwa. Jestem za japońskim.

Dyrektor- Doskonale . (z patosem) A więc: Japoński Styl Zarządzania, ryż i ciężka praca czyli podsumowując, od jutra: bez urlopów, bez wolnych sobót, będziecie pracować po 20 godzin na dobę.

 

Koniec

zwk

 

^ do góry


> Pociąg

Jedzie jedzie pociąg

Toczy się po szynach

Byłoby cudownie

Gdyby nie ta zima

 

Jak każdy nachucha

Jeszcze da się siedzieć

Pierwsze trzy minuty

Jedzie pociąg jedzie

 

Jedzie pociąg jedzie

Pan konduktor wchodzi

Jedzie pociąg jedzie

Przedział się ochłodził

 

Pytam konduktora

Czemu to nie działa

Wskazując na wajchę

Tę od ogrzewania

 

Jedzie pociąg jedzie

Konduktor się śmieje

Działa panie działa

Tyle że nie grzeje

 

Sł.: Agnieszka Marylka Litwin

Muz.: Dominik Rajchel

^ do góry


> Skarga Kacperka

(policjant za biurkiem, wchodzi Kacperek)

Kacperek - (rozgląda się i czeka na zagadnięcie)

Oficer - (podnosi wzrok, patrzy) Słucham.

Kacperek - Uszanowanie dla pana komendanta.

Oficer - Nie jestem komendantem, tylko oficerem. Proszę. (wskazuje miejsce siedzące naprzeciw) Słucham.

Kacperek - Chciałem się poskarżyć na dzielnicowego.

Oficer - Co tam macie do Filipskiego?

Kacperek - On się normalnie na mnie uwziął.

Oficer - To znaczy?.

Kacperek - To znaczy, że mnie nie lubi.

Oficer - Tak? Ale jak się uwziął?

Kacperek - Nie pozwala mi bić Hanki.

(pauza, Oficera zatkało)

Oficer - Pani Kacperek uległa pobiciu.

Kacperek - Jaka pani Kacperek, jaka pani? Hanka. Po prostu, panie komendancie?

Oficer - Już mówiłem, że nie jestem komendantem, tylko oficerem, panie Kacperek.

Kacperek - W porząsiu, co pan taki nerwowy?

Oficer - Panie Kacperek, dlaczego pan bije Hank., partnerkę życiową?

Kacperek - Czemu, czemu?! Żeby się wyładować! (grzebie dyskretnie w paczce papierosów na biurku) .Ma pan papierosa?

Oficer - Mało mam. Poza tym, to nie jest przesłuchanie. Gdyby pan był podejrzanym, to bym poczęstował.

Kacperek - Oj, bądź pan człowiek.

Oficer - Nie mogę. Jestem na służbie. (ignoruje) No, Co z tym dzielnicowym?

Kacperek - On chyba waruje pod moim oknem. Co tylko trzasnę Hankę, to on już jest!

Oficer - Pan to mówi poważnie?

Kacperek - Słowo honoru!

Oficer - To pan nie wie, że policja ma obowiązek zapobiegać wszelkim awanturom?!

Kacperek - Panie oficerze, pan to wie, ja to wiem, wszyscy wią! Ale są jakieś normy w społeczeństwie. Na całym świecie jest tak, że raz policja przyjdzie, a raz nie. A do mnie przychodzi za każdym razem! Nieraz nie zdążę uderzyć. Ja się zamachnę, Hanka krzyknie, a on już jest! Od dwóch miesięcy tak mnie prześladuje. Wyżyć się nie ma jak! Już taki zdenerwowany chodzę!!. Daj pan papierosa!

Oficer - Nie.

Kacperek - No co ja mam zrobić?! Mówiłem do niego jak do człowieka: "Idź człowieku, kurwa, piwa się napij, a ja się wyładuję" Ale gdzie tam!

Oficer - Powiedział pan "kurwa"?

Kacperek - Tak, to moje ulubione powiedzonko.

Oficer - Panie Kacperek! Bije pan kobietę, obraża policjanta i ja mam panu w tym pomagać?!

Kacperek - Nie we wszystkim. Podzielimy się. Babę se sam będę bił, pan objedzie tego dzielnicowego, a przy okazji pan się wyładuje.

Oficer - Panie Kacperek, ja już w pana papiery i na pana patrzeć nie mogę!

Kacperek - Ale na swoje radio w samochodzie to lubi pan popatrzeć? Na szyby, na

lusterka.No? Co ja gadam, na radio. Na cały samochód. Lubi pan, nie?

Chłopaki z dzielnicy też by se chętnie popatrzyły. No. To jak będzie z tym Filipskim?

Oficer -Dobrze. Spróbuję coś z tym zrobić. Tak. Porozmawiam z nim, a przy okazji się wyładuje.

Kacperek - Widzi pan, panie komendancie.

Oficer - NIE JESTEM KOMENDANTEM!!!

Kacperek - Oj, ja do pana komendancie, pan do mnie magistrze i nie będziemy sobie w papiery zaglądać.

^ do góry


> Cichy finał

To już jest koniec

To już jest finał

Pora się żegnać

Bo czas już minął

 

Dobranoc mówią

Ci co tu grali

Dobranoc panu

Dobranoc pani

 

Żegnajcie chłopy - 2x

Koniec zabawy

Żegnajcie baby

Żegnajcie baby

 

słowa - znany Wojtek Kamiński

muzyka - Włodzimierz Korcz

^ do góry


> Matrimonium

(babka przechadza się z "Przeglądem Sportowym", rozgląda się)

(nadchodzi niewysoki facet z takim samym "Przeglądem Sportowym")

 

Roman - ( w końcu zaczepia) Przepraszam, czy Mirka Kowalik?

Mirka - Tak.

Roman - Ale.bo ja mam tu napisane: atrakcyjna blondynka, wysportowana, o wesołym usposobieniu, lubiąca teatr.

Mirka - Coś nie gra?

Roman - Ten teatr mnie zmylił.

Mirka - To ty pewnie jesteś.

Roman - Roman Siewka.

Mirka - Wysoki, bez nałogów?.

Roman - (przepraszająco zażenowany) Właśnie.

Mirka - To co?

Roman - No.tośmy się poznali!

Mirka - I jak pierwsze wrażenie?

Roman - Fajne, ale się nie przejmuj.

Mirka - No pewnie. porozmawiamy?.

Roman - O czym?

Mirka - O nas.

(pauza)

Roman - Wiesz, zanim cię spotkałem, zastanawiałem się czemu taka atrakcyjna dziewczyna szuka chłopaka przez ogłoszenie, ale teraz myślę, że to nie moja sprawa.

Mirka - Aha. A ty np. Jakich nałogów nie masz?

Roman - Nie ćpam.

Mirka - A dużo palisz?

Roman - Paczkę dziennie, ale nie nałogowo.

Mirka - To teraz ty.

Roman - Co?

Mirka - Pytaj.

Roman - Chodzisz do jakiegoś klubu?

Mirka - No, bo u nas dwójka nie odbiera. Śnieży trochę.

Roman - A jakieś sporty uprawiasz?

Mirka - Lubię jazdę figurową, fitness i kulturystykę.

Roman - Aaa dużo chodzisz do teatru?

Mirka - Jakieś dwa kilometry.

Roman - To ty ze wsi jesteś?

Mirka - Nie, spod miasta. A ty gdzie mieszkasz?

Roman - Tu. (nieokreślony gest) A dokładniej tam . (określony kierunek) Patrz., przypomniałaś mi, że muszę po coś do domu lecieć. (ulatnia się) Cześć.

Mirka - Zaczekaj! A kiedy się znów spotkamy?

Roman - Oj, zdzwonimy się.

Mirka - Ale ja nie mam telefonu!

Roman - Nie ma wstydu. Ja też.

autor - Władysław Sikora


Wszelkie prawa zastrzeżone 1994-2007 kabaret JURKI